Vitium consensus

Arcybiskup Carlo Maria Viganò

Vitium consensus

Konferencji Tożsamości Katolickiej - 1 października 2023 r.

Poznacie ich po ich owocach.
Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi?
Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce.

Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców.
Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone.

A więc: poznacie ich po ich owocach.

Mt 7, 16-20

 

Serdecznie pozdrawiam i dziękuję organizatorom Konferencji Tożsamości Katolickiej oraz wszystkim, którzy w niej uczestniczą. W obliczu wielkiego zamieszania ważne jest wyjaśnienie tego, co się dzieje, również poprzez konfrontację różnych punktów widzenia. Dlatego jestem wdzięczny mojemu przyjacielowi Michaelowi Mattowi za możliwość podzielenia się z Państwem kilkoma refleksjami.

W moim wystąpieniu nie będę starał się udzielać odpowiedzi. Pragnę jednak postawić pytanie, z którym nie możemy już dłużej zwlekać, abyśmy jako biskupi, duchowieństwo i wierni, spojrzeli na obecną bardzo poważną apostazję jako na problem zupełnie bez precedensu, który, moim zdaniem, nie może być rozwiązany przy pomocy zwyczajnych kategorii osądu i działania.

Dowody na „problem Bergoglio”

Wzrastająca liczba niezgodnych z oczekiwaniami wypowiedzi i zachowań papieża, sprzecznych z wiarą i moralnością, których papież jest strażnikiem, spowodowała, że wielu wiernych oraz coraz większa liczba biskupów zaczęła dostrzegać coś, co jeszcze niedawno wydawało się nieprawdopodobne. Tron Piotrowy jest mianowicie zajmowany przez osobę, która nadużywa swojej władzy w celu przeciwnym do tego, dla którego Nasz Pan go ustanowił.

Wielu uważa Jorge Mario Bergoglio za jawnego heretyka w kwestiach doktrynalnych, inni zaś za despotę w kwestiach zarządu Kościołem. Są tacy, którzy uważają, że jego wybór na papieża był nieważny z powodu licznych anomalii związanych z rezygnacją Benedykta XVI oraz wyborem jego następcy. Te opinie, poparte różnymi dowodami lub bazujące na spekulacjach nie zawsze godnych uwagi, potwierdzają jednakże stan rzeczy, któremu coraz trudniej zaprzeczać. Ten właśnie stan, moim zdaniem, stanowi punkt wyjścia do naprawy niespotykanej dotąd i skandalicznej sytuacji: postawy papieża, który demonstracyjnie prezentuje się jako Inimicus Ecclesiæ [tłum: wróg Kościoła] i jako taki działa i przemawia. Wróg ten, poprzez zajęcie Tronu Piotrowego i nadużywanie władzy papieskiej, jest w stanie działać bardziej niszcząco i zgubnie niż jakikolwiek wróg zewnętrzny w całej historii Kościoła. Najgorsi prześladowcy chrześcijan, najbardziej okrutni członkowie lóż masońskich, czy zapalczywi heretycy nie byli w stanie w tak krótkim czasie i z taką skutecznością spustoszyć Winnicy Pańskiej, skandalizując wiernych, odpychając kapłanów, dyskredytując autorytet Kościoła w świecie, burząc magisterium, wiarę, moralność, liturgię i dyscyplinę Kościoła.

Jest Inimicus Ecclesiæ nie tylko wobec członków Mistycznego Ciała, którymi gardzi, których wyśmiewa (poprzez ciągłe jadowite epitety), prześladuje i atakuje, ale także wobec Głowy Mistycznego Ciała, Jezusa Chrystusa, którego władzy Bergoglio nie sprawuje już na sposób zastępczy, w obowiązkowej zgodzie z Depositum Fidei, ale na sposób auto-referencyjny i tyraniczny. Władza papieża pochodzi bowiem od Najwyższej Władzy Chrystusa, w której ona uczestniczy w granicach i celach, jakie Boski Założyciel ustanowił raz na zawsze, i których żadna ludzka władza nie może zmienić.

Fakt wyobcowanie Bergoglio ze swojego urzędu jest na pewno bardzo bolesny i poważny. Jednakże uświadomienie sobie tej rzeczywistości jest warunkiem niezbędnym do zaradzenia tej niemożliwej do zniesienia i katastrofalnej sytuacji.

Agere sequitur esse
[działanie wynika z osoby]

W ciągu ostatnich dziesięciu lat pontyfikatu widzieliśmy jak Bergoglio podejmował działania zupełnie niezgodne z oczekiwaniami wiernych, wręcz przeciwne temu, czego można byłoby się spodziewać od papieża. Jego postępowanie wydawało się pasować raczej do heretyka czy apostaty. Niektóre wypowiedzi czy decyzje jawiły się wręcz jako jawne prowokacje mające celowo wywołać oburzenie w Kościele, reakcję kapłanów i wiernych, dającą pretekst do uznania ich za schizmatyków. Jednak te typowe jezuickie knowania wyszły na jaw. Cała operacja została bowiem przeprowadzona ze zbyt dużą arogancją i w obszarach, w których nawet umiarkowani katolicy nie są skłonni iść na kompromisy.

Kościół Katolicki ma więc papieża, który zdaje się działać wbrew podstawowym zasadom i naukom wiary katolickiej. Konflikt między tradycją a nowoczesnością, stabilnością a chaosem, jest źródłem głębokiego niepokoju i rozdźwięku w sercach wiernych. Otwartym pozostaje pytanie: jak długo jeszcze Kościół Katolicki będzie musiał znosić to wyzwanie swojej tożsamości?

Ostatnie skandale seksualne duchowieństwa, zwłaszcza reakcja Stolicy Apostolskiej na plamę moralnego zepsucia kardynałów i biskupów, ukazały haniebną nierówność traktowania między tymi, którzy należą do tzw. ‘magicznego kręgu’ Bergoglio, a tymi, których uznaje on za swoich przeciwników. Przypadek Rupnika jest dowodem na niemal despotyczne wykorzystanie władzy, kiedy to zasady nie obowiązują, a osoba sprawująca władzę uważa się za wolną od jakichkolwiek ograniczeń.

Konsekwencje decyzji, które Argentyńczyk podejmuje osobiście, spadają nierzadko na podwładnych, którzy są oskarżani i dyskredytowani. Mam na myśli sprawę londyńskiej nieruchomości, w którą zaangażowani byli urzędnicy Sekretariatu Stanu, podczas gdy umowa sprzedaży nosiła własnoręczny podpis władcy. Mam na myśli haniebny sposób rozwiązania sprawy Rupnika, w której nie tylko zrehabilitowano przestępcę odpowiedzialnego za okropne zbrodnie, lekceważąc liczne ofiary, ale także zdyskredytowano byłego Prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kardynała Ladarię. Myślę tu także o sprawie McCarrick’a, która została szybko załatwiona w trybie tajnym, bez rekompensat dla ofiar i uznana za res judicata, niepodlegająca odwołaniu. Mógłbym tak wyliczać w nieskończoność.

Widać, że osoby, które, chętnie czy nie, współpracują z Bergoglio, są wyrzucane za burtę kiedy tylko prasa odkryje kolejny skandal watykański. Wielu zdaje sobie sprawę z tego cynicznego i instrumentalnego postępowania, dlatego też nie przyjmuje nominacji czy awansów, aby nie znaleźć się w niewdzięcznej roli kozła ofiarnego.

Pęka mur milczenia

Milczenie Episkopatu w obliczu ogromnych kontrowersji związanych z Bergoglio potwierdza, że autorytaryzm tego jezuickiego przywódcy wymusza służalcze posłuszeństwo prawie wszystkich biskupów, którzy boją się stać obiektem zemsty despotycznego władcy z Santa Marta. Niektórzy biskupi diecezjalni przestają jednak znosić jego niszczycielskie działania, podważające autorytet i wiarygodność całego Kościoła. Przykładem jest tu biskup Joseph Strickland, który odważnie powtórzył niezmienne nauki wiary, które zbliżający się Synod o Synodalności zamierza zniszczyć. Kard. Gerhard Ludwig Müller zwrócił zauważył, że Pan nadał władzę papieżowi nie po to przecież, by zastraszał prawowiernych biskupów.

Zaczyna się więc coś zmieniać: układ sił zaczyna się wyraźniej zarysowywać, z jednej strony widzimy „kościół synodalny” Bergoglia, który symbolicznie nazywa on „naszym”, a z drugiej resztki Katolickiego Kościoła, wobec którego nieustannie podkreśla on swoją całkowitą odrębność.

Sanatio in radice [uzdrowienie nadzwyczajne] nieprawidłowości konklawe

Bp. Athanasius Schneider utrzymuje, że ewentualne nieprawidłowości, jakie miały miejsce podczas konklawe w 2013 roku, zostały uzdrowione nadzwyczajnie [sanatio in radice] dzięki temu, że wybrany Jorge Mario Bergoglio został uznany za papieża przez kardynałów-elektorów, episkopat i większość wiernych. W praktyce oznacza to, że niezależnie od okoliczności, które mogły doprowadzić do wyboru papieża – z zewnętrznymi interwencjami czy bez – Kościół przewiduje określony okres, po którym nie można już kwestionować wyboru, jeśli jego rezultat jest akceptowany przez chrześcijańskie społeczeństwo. Jednakże stanowisko to podważa historyczny precedens.

W 1378 roku, za pontyfikatu Urbana VI, większość kardynałów, hierarchów, katolickich władców i wiernych uznała Klemensa VII za papieża, chociaż w rzeczywistości był on antypapieżem. Trzynastu spośród szesnastu kardynałów podważyło ważność wyboru Urbana, obawiając się przemocy ze strony ludności rzymskiej wobec Świętego Kolegium. Nawet nieliczni zwolennicy Urbana szybko pożałowali swojego wyboru i zorganizowali konklawe w Fondi, na którym wybrano antypapieża Klemensa VII. Nawet św. Wincenty Ferrer był przekonany, że prawdziwym papieżem był Klemens, podczas gdy św. Katarzyna ze Sieny opowiadała się po stronie Urbana. Gdyby uniwersalna zgoda była decydującym argumentem, to papieżem powinien zostać uznany Klemens, a nie Urban. Klemens VII, pokonany przez wojska Urbana VI w bitwie pod Marino w 1379 roku, przeniósł swoją siedzibę do Awinionu, co doprowadziło do Wielkiej Schizmy Zachodniej trwającej przez trzydzieści dziewięć lat. To zdarzenie pokazuje, że argument o uniwersalnej zgodzie nie przetrwał próby historii.

Bezpieczne podejście biskupa Schneidera

Bp. Athanasius Schneider przypomina nam, że bezpiecznym sposobem postępowania wobec heretyckiego papieża jest nieposłuszeństwo. Podejście to nie wymaga uznawania go za automatycznie zdetronizowanego, poza Kościołem czy też niezdolnego do kierowania nim, co zakładał św. Robert Bellarmin. Stanowisko to, choć uznaje herezję Bergoglio, nie wydaje się być rozwiązaniem ostatecznym. Odmowa posłuszeństwa, jest bowiem zbyt nikłą reakcją wobec szerokiego wachlarzu aktów papieskiego zarządu czy też nauczania, którym jego podwładni nie mogą się w żaden sposób przeciwstawić. Można oczywiście próbować organizować tajne katolickie Msze Św…. ale co mogą zrobić kapłani czy świeccy grupie biskupów, którzy pod dyktando Bergoglio chcą wprowadzić nieakceptowalne zmiany doktrynalne poprzez Synod o Synodalności? Jak mają reagować, gdy w ich parafii diakonisa będzie błogosławić ‘ślub’ dwóch sodomitów?

Nieposłuszeństwo wobec nielegalnych nakazów heretyckiego lub apostatycznego przełożonego jest bez wątpienia obowiązkiem pod ciężkim grzechem (sub gravi). Posłuszeństwo wobec Boga stoi bowiem ponad posłuszeństwem wobec ludzi, a cnota posłuszeństwa jest hierarchicznie podporządkowana cnotom teologalnym, przede wszystkim Wierze. Jednakże bierny opór nie wystarczy aby powstrzymać szkody zadawane Ciału Kościoła. Konieczne jest rozwiązanie źródłowego problemu.

Błąd zgody w przyjęciu papiestwa

Jeżeli uznamy, że Bergoglio jest heretykiem – by to potwierdzić wystarczy przywołać Amoris Laetitia czy jego stanowisko dotyczące wewnętrznej niemoralności kary śmierci – pojawia się pytanie, czy wybór papieża w 2013 roku nie był obarczony błędem zgody. Czy wybrany chciał być papieżem Kościoła Katolickiego, czy może bardziej przywódcą tego, co sam nazywa „naszym kościołem synodalnym”, który nie ma nic wspólnego z Kościołem Chrystusa, ponieważ jawi się jako coś całkowicie odmiennego. Ten błąd zgody widać także w zachowaniu Bergoglio, które jest wyraźnie antykatolickie i niezgodne z samego istotą urzędu papieskiego. Każde jego działanie łamie praktykę i nauczanie Kościoła, a do tego dochodzi jeszcze jasno wyrażane stanowisko, które jest dalekie od przychylności wobec wiernych, którzy nie zgadzają się na arbitralne nowości czy wręcz głoszone herezje.

Fundamentalną kwestią jest zrozumienie spisku Głębokiego Kościoła, który, stosując metody modernistów ujawnione już przez św. Piusa X, przeprowadził zamach stanu wewnątrz Kościoła i osadził na Tronie Piotrowym proroka Antychrysta. Mens rea [niecny zamiar] infiltracji hierarchii, a następnie awansu w jej strukturach, jest oczywisty. Jasnym jest, że planów ultra-postępowców nie skończyły się na Benedykcie XVI, którego uznali oni za zbyt konserwatywnego, a przede wszystkim znienawidzili za odważne promulgowanie motu proprio Summorum Pontificum. Doprowadziło to do rezygnacji Benedykta XVI i wkroczenia na scenę nieznanego wcześniej arcybiskupa z Buenos Aires. 11 października 2013 roku, podczas konferencji na Uniwersytecie Villanova, ówczesny kardynał McCarrick, długoletni przyjaciel Bergoglia, ujawnił, że Bergoglio otrzymał silne poparcie od „bardzo wpływowego włoskiego jegomościa”, wysłannika Głębokiego Państwa do Głębokiego Kościoła. Ci, którzy pracują w Kurii Rzymskiej, dobrze wiedzą, kto jest nazywany „gentlemanem” [kard. Bertone??], i jakie są jego związki z władzą po obu stronach Tybru. Znają również kontrowersyjne preferencje, które wyjaśniają jego bliskie związki z watykańskim lobby homoseksualnym. Znamiennie jest także to, że McCarrick był przekonany, że Bergoglio „zmieni papieski urząd w ciągu czterech lat”, potwierdzając złe zamiary manipulacji Boską i niezmienną instytucją Kościoła.

Udział Bergoglia w wydarzeniach organizowanych przez Clinton Foundation, czy też inne równie skandaliczne gesty poparcia dla globalnej elity, potwierdzają jego rolę likwidatora Kościoła, w celu utworzenia Religii Światowej, służącej Nowemu Porządkowi Świata. Ekumenizm, ekologizm, szczepionkowizm, imigracjonizm, ideologia LGBTQ+ oraz inne postulaty religii światowej są przez Bergoglia przyjmowane poprzez jawne i dumne poparcie Agendy 2030, a także poprzez systematyczną eliminację z Magisterium wszystkiego, co jest jej przeciwne i bezlitosne prześladowanie tych, którzy mają jakiekolwiek zastrzeżenia.

Bergoglio jest więc heretykiem, jawnie wrogo nastawionym do Kościoła Chrystusa. Aby zdobyć wystarczającą liczbę głosów na konklawe i wypełnić zadania powierzone mu przez tzw. Głęboki Kościół ukrywał on swoje skrajne poglądy. Jego mocodawcy, jak często bywa, zadbali aby był podatny na szantaż, gwarantując sobie jego całkowite posłuszeństwo. Dopiero po wyborze mógł pokazać światu, kim jest naprawdę i rozpocząć demolowanie Kościoła i urzędu papieskiego.

Czy jednak papież może zniszczyć papiestwo, które sam reprezentuje i którego jest wcieleniem? Czy może zniszczyć Kościół, który Pan powierzył mu w obronę? I jeszcze jedno: jeśli uczestnictwo kardynała w konklawe ma na celu przestępstwo, oszukańczą działalność na szkodę Kościoła, jeśli celem jest popełnienie przestępstwa, nawet gdy na pozór przestrzegane są procedury i zasady wyboru, to niezaprzeczalnie mamy do czynienia z Mens Rea [niecnym zamiarem]. Ten zły zamiar wynika z chytrości, z jaką dokonano oszustwa na szkodę uczciwych elektorów, przy współudziale innych sprawców.

Zastanawiam się więc, czy nie mamy tu do czynienia z błędem zgody, który ma wpływ na ważność wyboru. Nie wspominam już o współistnieniu papieża rezygnującego i panującego, co już samo w sobie skłania do przekonania, o fałszywym pojęciu istoty papiestwa, jako możliwego do podziału. Nie zapominajmy, że rozróżnienie między munus a ministerium jest arbitralne. Nie może być jednego papieża, który poświęca się „służbie modlitwy”, a drugiego, który sprawuje zarząd. Jeden jest Chrystus, jeden jest Kościół, jeden jest Następca Piotra. Ciało z dwiema głowami to monstrum, uważane za niezgodne z naturą nawet przed założeniem Kościoła Bożego.

Możliwe zastrzeżenia

Ktoś może wysunąć zarzut, że nawet jeśli Bergoglio działał z podstępem, to jednak zaakceptował to, co oferowali mu kardynałowie: wybór na biskupa Rzymu i tym samym na papieża. Przyjął więc urząd i powinien być uznawany za papieża. Ja jednak uważam, że akceptacja papiestwa jest wadliwa, ponieważ postrzegał on papiestwo jako coś innego niż to, czym faktycznie jest. Podobnie jest w przypadku małżonka, który wchodząc w związek małżeński w Kościele nie ma zamiaru wypełniania celów małżeństwa. W ten sposób czyni on małżeństwo nieważnym właśnie poprzez wadę zgody. Rozważmy, czy osoba stosująca podstęp, aby zdobyć stanowisko, byłaby na tyle nierozważna, żeby ujawnić tym, którzy mają ją wybrać, że ma zamiar zostać papieżem, aby wykonywać polecenia wrogów Boga i Kościoła. „Dzień dobry. Jestem Jorge Mario Bergoglio i mam zamiar zniszczyć Kościół, zostając Papieżem. Oddasz na mnie swój głos?

Mens rea polega właśnie na stosowaniu oszustwa, kamuflażu, kłamstwa, dyskredytacji uciążliwych i eliminowaniu niebezpiecznych przeciwników. Mamy na to dowód: wszystkie życzenia z listów Johna Podesty, prawej ręki Hillary Clinton, zostały już lub są wprowadzane w życie, począwszy od równouprawnienia płci jako podstawy do kapłaństwa kobiet, aż po inkluzywność LGBTQ+, od akceptacji teorii gender po uczestnictwo w Agendzie 2030 dotyczącej zmian klimatycznych, od potępienia „prozelityzmu” po gloryfikację imigracjonizmu jako metody zastępowania etnicznego. Równocześnie ma miejsce rugowanie i potępienie drugiego Kościoła, tego „przedsoborowego”, złożonego z ludzi surowych i nietolerancyjnych, poczynając od samego Pana Jezusa, jak bluźnierczo napisał Antonio Spadaro. Kulturze eliminacji wiary i moralności towarzyszy również eliminacja Mszy Św., która stanowi nieodłączną część tego Kościoła, a którą Bergoglio uważa za na tyle sprzeczną z „nową eklezjologią”, że zabrania jej sprawowania jako niekompatybilnej z „kościołem synodalnym”.

Oto więc wbijam przysłowiowy kij w mrowisko. Chciałbym, abyśmy poważnie, bardzo poważnie rozważyli możliwość, że Bergoglio z zamiarem oszustwa chciał uzyskać wybór na papieża i zamierzał nadużywać władzy biskupa Rzymu, aby czynić dokładnie przeciwnie do tego, co Jezus Chrystus nakazał św. Piotrowi i Jego Następcom: utwierdzać wiernych w wierze katolickiej, paść i rządzić Owczarnią Pańską, głosić Ewangelię wszystkim narodom. Wszystkie akty zarządu i nauczania Bergoglia – począwszy od jego pierwszego wystąpienia na Loggii Watykańskiej z tym niepokojącym „Dobry wieczór” – szły w kierunku zupełnie przeciwnym do mandatu Piotrowego. Fałszował i nadal zafałszowuje Depozyt Wiary, wprowadza w błąd wiernych, sieje zamęt, rozprasza Owczarnię, uznał ewangelizację ludów za „świętą głupotę” i systematycznie nadużywa władzy Kluczy, aby rozwiązywać to, co nie może być rozwiązane, i wiązać to, co nie może być związane.

Obecna sytuacja jest tragicznie skomplikowana, z uwagi na ogromne siły wpływające na jej przebieg, a także na trudność naprawienia zepsucia władzy przez osoby, które są jej podległe. Warto zdać sobie sprawę, że głęboko zakorzenione problemy tego „pontyfikatu” wywodzą się z okresu Soboru Watykańskiego II, który ukształtował ideologiczne, doktrynalne i dyscyplinarne podstawy, prowadzące nieuchronnie do obecnej sytuacji. Niestety, niewielu moich współbraci, zdających sobie nawet sprawę z powagi obecnego kryzysu, jest w stanie dostrzec ten bezpośredni związek między soborowymi zmianami a ich skrajnymi konsekwencjami widocznymi dziś w osobie Bergoglia.

Konkluzja

Jeżeli ta pasja Kościoła zapowiada nadejście czasów ostatecznych, naszym obowiązkiem jest przygotować się duchowo na nadchodzący wielki ucisk i rzeczywiste prześladowania. Jednak to właśnie podążając drogą krzyżową, Kościół może oczyścić się z wszelkich brudów i zasłużyć na nadprzyrodzone wsparcie, jakie Opatrzność zarezerwowała dla Kościoła w czasach próby: tam, gdzie rozprzestrzenia się grzech, tam obficie rozlewa się łaska Boża.

Na zakończenie pozwólcie mi przypomnieć o Stowarzyszeniu Exsurge Domine, które założyłem w celu świadczenia wsparcia duchowego i materialnego prześladowanym z powodu ich wierności Tradycji przez Kościół papieża Franciszka kapłanom, zakonnikom i zakonnicom. Jeśli chcecie Państwo przyczynić się finansowo do realizacji naszych projektów, można to uczynić za pośrednictwem strony internetowej stowarzyszenia – www.exsurgedomine.org– lub przesyłając SMS o treści: 502027 na numer 1-855-575-7888 (USA i Kanada).

+ Carlo Maria Viganò, Arcybiskup

Archivio